There is a remarkable old church… – the Germans from Poland/ Jest taki niezwykły kościół… – Niemcy z Polski

There is a remarkable old church in the heart of old Wroclaw.  From its beginning 750 years ago, the Church of St. Christopher has witnessed the unique history of this city develop and unfold in its backyard. It was a place of prayer for the Polish minority in German Breslau before it served as a Lutheran church for the German-speaking minority in Polish Wroclaw–a history reflecting the complexities of this city, which has changed character with shifting borders over the centuries.  This small church in the center of a proud town on the Oder symbolizes the interwoven past and present of the German and Polish nations, and it is a model for finding commonalities and developing a dialog between them. More than just tolerance, the story of this small Church is one of mutual respect for faith traditions and the hope for a common future.

          But the history of the parish remains somewhat mysterious. “Our church,” reflects Father Andrew Fober, “has a long tradition of serving different minority groups, but how exactly it came to be connected to the German minority after World War Two is unclear.”  In what can best be understood as an act of political pragmatism, the communist Polish government, notorious for its hostility towards minority groups, gave the church and ministry to the German-speaking minority in 1958.  Doubtless this was a difficult time for the German minority in an otherwise homogenous country, “but the vast majority of the people in our community have come to terms with the past and the realities of the present,” explains Fr. Andrew Fober, who adds that “we do not forget about the Germans who left Poland in the 50s, 60s, 70s and thereafter.”

          The political transitions in Central and Eastern Europe attendant to the collapse of the Soviet Union in 1989, brought economic growth but, equally important, new freedoms for national, ethnic and religious minority groups.  This had tangible consequences at the local level.  The Church of Saint Christopher was finally turned into a Protestant parish.  And the previously suppressed Protestant minority was allowed to thrive.  “We were allowed to come out of the closet,” jokes the priest, “now the German minority is very comfortable in Poland.”  The trend is positive: in recent years property that was looted from the Church after the Second World War has been returned, and after the devastating floods of 1997, it underwent renovations with the help of the Polish-German Foundation.  St. Christopher’s has focused on serving the German-speaking parishioners, but has also become something of a mediator in the Polish-German relationship, a goal derived not only from their Christian faith, but as a pragmatic way to forge a connection between two nations with a complex and sometimes violent common history.

          So, who are today’s parishioners of this unusual church? “There are about 180 members of our parish, about 60% of which are from the older generations,” according to Reverend Andrew Fober, but “the rest of the parishioners are made up young people and recent migrants from Germany, a dynamic that allows us to look optimistically ahead to the future of our church… Germany is slowly beginning to envy us, given Wroclaw’s rapid growth.” Wroclaw, the capital of Lower Silesia, soon will also hold the title of European Capital of Culture.  Among the many gems that Wroclaw has to offer European visitors, and the world, this special church deserves special attention. Not only does St. Christopher’s serve the German minority of Wroclaw, but Calvinists, Koreans, and English-speaking protestants—a true model for multiculturalism.

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers

Jest taki niezwykły kościół w samym sercu starego Wrocławia, którego historia liczy ponad 750 lat, a wokół którego, niczym w soczewce, skupiła się niesamowita historia miasta oraz burzliwe dzieje jego wyjątkowych mieszkańców. Kościół św. Krzysztofa, który gromadzi współcześnie w swych murach, pośród innych, niemieckojęzyczną mniejszość protestantów wyznania ewangelicko-augsburskiego z polskiego Wrocławia, przez pół tysiąca lat był miejscem wspólnej modlitwy dla Polaków oraz ośrodkiem polskiej mniejszości w centrum niemieckiego Breslau. Tysiąc lat sąsiedztwa polsko – niemieckiego to równie skomplikowane, co długie dzieje, tak samo, jak skomplikowana oraz długo niestabilna była granica oddzielająca dwa narody – w zjednoczonej Europie bez granic na początku dwudziestego pierwszego stulecia zniknęła już fizyczna bariera, pozostała jeszcze tylko ta mentalna. Jeśli na przykładzie niewielkiego kościoła w centrum dumnego grodu nad Odrą, symbolizującego przeplatającą się przeszłość i teraźniejszość obu narodów chcemy odnaleźć wspólny mianownik dla stosunków Polaków z Niemcami, to niech zgromadzeni wokół niego wierni służą nam za przykład budowania przyjaznych relacji opartych na miłości do bliźniego, współpracy, szacunku i wierze we wspólną przyszłość.

O fenomenie kościoła św. Krzysztofa opowiada proboszcz parafii dla mniejszości niemieckojęzycznej, ksiądz Andrzej Fober: ,,nasz kościół posiada bardzo długą tradycję świątyni przeznaczonej dla różnych mniejszości, ale dlaczego akurat zdecydowano, by to on przygarnął lokalnych Niemców po drugiej wojnie światowej, którzy pozostali w mieście, gdy ostatecznie już zadecydowano o przyłączeniu Śląska do Polski, tego do końca nie wiadomo.’’ Decyzję o przyznaniu tutaj mniejszości niemieckojęzycznej duszpasterstwa z jednym duchownym, które jakkolwiek pozostaje integralną częścią polskiego kościoła ewangelickiego, podjęto w 1958 roku, co na ówczesne czasy było prawdziwym aktem łaskawości albo zwykłym pragmatyzmem władz komunistycznego państwa, które wszak przez cały okres PRL-u podsycało wrogość i nieufność do wszystkiego co związane z niemieckością. Bez wątpienia był to bardzo trudny czas dla mniejszości mieszkających w homogenicznym państwie w ogóle, a dla niemieckiej, w dodatku protestanckiej, w szczególności, ,,jakkolwiek myślę, że zdecydowana większość tych, którzy tu zostali uporała się z przeszłością i pogodziła z realiami, w których przyszło im żyć’’, zauważa ksiądz Andrzej Fober i dodaje: ,,nie należy też zapominać o tych Niemcach, którzy wyjeżdżali falami do RFN z Dolnego Śląska, jak i z całej Polski, w latach 50., 70. i później.’’

Po przemianach ustrojowych w Europie Środkowej i Wschodniej 1989 roku, upadku Związku Radzieckiego oraz reżimów komunistycznych w tej części kontynentu, nadeszły zdecydowanie lepsze czasy niosąc ze sobą demokrację i wolność dla wszystkich obywateli państwa polskiego, również dla mieszkających w nim mniejszości narodowych, etnicznych czy wyznaniowych. Kościół św. Krzysztofa z duszpasterstwa nareszcie został przekształcony w parafię ewangelicką, a dziś kwitnie w nim swobodnie życie religijne i społeczne mniejszości: ,,wychodzimy z ukrycia’’, uśmiecha się ksiądz proboszcz i mówi z zadowoleniem: ,,przeszłość, w której Kościół ewangelicki w Polsce nie był szczęśliwy z powodu przymusowego troszczenia się o swoją niemiecką brać mamy już dawno za sobą (…), obecnie mniejszość czuje się tutaj bardzo dobrze.’’ W ostatnich latach zwrócono parafii majątek kościelny zagrabiony po wojnie, a po powodzi z 1997 roku dokonano remontu zabytkowego budynku kościoła z pomocą Fundacji Polsko – Niemieckiej, jakkolwiek parafia nie jest w żadnym wypadku bezpośrednio finansowana w żaden sposób przez władze RFN. Kościół św. Krzysztofa i skupieni w nim niemieckojęzyczni parafianie stanowią swego rodzaju pomost, są pośrednikiem w dialogu, bo chodź osadzeni na polskim terytorium są integralną częścią tutejszych struktur, to poprzez liczne i zażyłe kontakty z  braćmi w wierze zza Nysy Łużyckiej, w naturalny sposób pełnią szczególną rolę w budowaniu przyjaznych relacji polsko-niemieckich, opartych nie tylko na chrześcijańskim rozumieniu miłości do bliźniego, ale przede wszystkim na własnym doświadczeniu oraz głębokim zrozumieniu skomplikowanych stosunków dwóch narodów.

Kim zatem są współcześni parafianie niezwykłego kościoła? ,,Na około 180 wiernych przynależących do naszej parafii, blisko 60% stanowią starsi ludzie poprzedniej generacji’’, odpowiada ksiądz Andrzej Fober i kontynuuje: ,,reszta to młodsze pokolenie jak również obywatele RFN, którzy na dłużej osiadli w mieście lub okolicach – ta ostatnia grupa ostatnimi czasy szybko się rozrasta, co z optymizmem pozwala nam patrzeć na przyszłość naszego kościoła; (…) Niemcy powoli zaczynają zazdrościć nam miasta i tempa rozwoju oraz przemian zachodzących we Wrocławiu’’, zauważa proboszcz. Jakkolwiek, wciąż wiele jest do zrobienia na rzecz społeczności: ,,pomimo, iż miasto oficjalnie promuje swą różnorodność, ciągle brakuje gestów ze strony władz miasta, na które mniejszości są bardzo wyczulone, (…) oczekiwalibyśmy tutaj więcej troski’’, zauważa ksiądz. Stolica Dolnego Śląska niebawem zostanie Europejską Stolicą Kultury i to świetna okazja ku temu, by pokazać, iż miasto w pełni na to miano zasłużyło, na przykład przywiązując znacznie więcej uwagi do wydarzeń z życia niezwykłego kościoła św. Krzysztofa we Wrocławiu, który oprócz mniejszości niemieckiej, przygarnął do swych progów miejscowych kalwinów, chrześcijańską mniejszość koreańską z regionu oraz angielskojęzycznych wierzących – prawdziwie pozytywny przykład niosący ze sobą uniwersalne wartości poszukiwania wspólnej drogi ku zrozumieniu.

 

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Against the odds – a conversation about our Roma community/ Wbrew wszystkiemu – porozmawiajmy o naszych Romach

Many, if not most, have met someone from the Roma community.  The Roma, an ethnic minority group of north Indian origin, are found all over the world and hold a set of unique customs and traditions that define their cultural identity.  Statistics vary because of the difficulty in conducting accurate censuses, but in Poland they are thought to number in the tens of thousands.   They are unique among the ethnic groups discussed here because of the number of circulating myths, legends and superstitions that have developed in Polish society leading to a whole slew of stereotypes and prejudices.  But what does it mean to be Roma today in Poland, a country recently welcomed into the EU?  Has Poland shifted or improved in its ability to deal with social problems within the Roma community: illiteracy, unemployment and assimilation? A few examples, one from Wroclaw, one from Kamienna Gora give a sober but optimistic glimpse into the future.

Fot. Brochow in Wroclaw is largly occupied by Roma community/ Wrocławski Brochów jest zamieszkany w znacznej części przez Romów.

Mr. Józef Mastej from Wroclaw is the president of the Roma Association, “Romani Bacht” (Romani Happiness, in the Romani language), whose primary objective has been to help the local Roma community integrate into Polish society, since its inception in 2004.  The biography of this courageous man is remarkable.   He is of Roma origin but is more or less complete assimilated into Polish society, so has a natural ability to act as a conduit between majority and minority.  His activities started many years ago when, as a young boy, Mastej benefited from integrative activities with his peers, trips into the woods, tournaments, and travel abroad, which helped him feel both Roma but also Polish.  Mastej maintains that sport can be a valuable tool for helping to assimilate, and is working to collapse ethnic and cultural divisions among sports teams.  An example is a hockey team for both Polish and Roma youths which has been run continuously since 1975: “it is very important for children to get to know each other…I’ve even seen young Polish kids making an effort to learn some Roma words.”  The process of integration does not always occur spontaneously, and it is up to each of us to support it, even in small ways.

In addition to the Hockey team, Mastej’s organization has helped with other issues particular to children and teens.  At the beginning these kinds of activities were “very difficult,” as it was difficult to encourage local institutions and parents to participate and support events aimed at fighting stereotypes by having Roma and Polish children in the same classroom.  “Polish parents are still reluctant to allow their children to share classrooms with Roma children…this is based on stereotypes that I’m interested in fighting,” explains Mastej, who describes himself as a Roma activist.  At the same time, Mastej sees the necessity of opening up the Roma community to certain changes. “It is time to learn and understand the intentions of the Polish people,” he notes.  Critical of certain aspects of the Polish attitude towards Roma, he acknowledges that at least part of the problem lies some ongoing suspicions in the Roma community, not just about Poles, but about activities of organizations like Romani Bacht.  The fundamentals are coming into place for a true dialogue to take place.

Fot. Meeting with Mr Jozef Mastej in his dreaming centre of Roma culture in Brochow./ Spotkanie z panem Józefem Mastejem w jego wymarzonym centrum kultury romskiej na Brochowie.

Hockey games and children’s activities are only part of the integrative agenda of this organization—music has also been used to share culture.  The Roma spirit expressed through song.  The Romani Bacht team has worked in Wroclaw for years publicizing Roma performances festivals and concerts, in the face of strong stereotypes against Roma culture.  In 2010, thanks to support from EU programs, the team has constructed a professional recording studio for Roma musicians which has already produced an album reckoning back to the golden years of Roma jazz.  “My dream is to create a center of Roma culture,” admits Mast. He is also optimistic in light of the announcement that Wroclaw will be a European Capital of Culture in 2016.

Illiteracy among Polish citizens of Roma descent is very much a taboo subject, as it is an embarrassment for society as a whole.  In theory, Poland is a place where all citizens, regardless of religion, ethnicity or nationality, are entitled to free access to education.  So, it becomes difficult to explain the huge deficits among children of Roma descent.  It is not in keeping with Poland’s position as a modern democratic state nor with Poland’s centuries old unofficial motto, “As the youth of the nation go, so goes the nation.”  The problem of educational exclusion of Roma children remains vital and central among the issues facing 21st century Polish democracy.

“Educational Assistants for Roma Children” is an institution that has operated in Poland since 2004, created in order to promote educational access in the Roma community.  Mr. Robert Bladycz of Kamienna Gora in Lower Silesia has held the office since its inception, and notes that “without a precedent to work off of, it was hard to know what exactly my role would be.” As it turns out, the assistant has become  “a kind of mediator between teachers, educators, authorities, Roma students and their parents, but also an adviser on strictly educational matters.”  Bladycz speaks about the daily hardships that his work entails, particularly the challenge of earning the trust of parents, students and administrators who were originally suspicious about the new position.  The passion that Bladysz pours into his work, derives from his own personal experience as a person who went through many of the same struggles. Bladycz knows “from personal experience how unevenly Roma children are treated in the Polish education system, and am committed to changing the situation… the real goal is to increase the number of young Roma leaders in the community.”

Doubtless activists like Bladycz help accelerate the integration of Roma into Polish society, allowing us to look optimistically towards a future in which young people will be knowledgeable about different minority groups, treating them with respect.  He has also succeeded in teaching Roma youth their rights as citizens, encouraging them to reclaim their participation in the social and political life of the country.  “In Stone Mountain, there is not a single Roma child who does not attend school—this is the fruit of our labor,” explains Robert, but it is not easy as “the families of each of the 45 Roma children in this community need to be approached individually, and we must always remember that many of these children still speak Polish poorly… a difficult situation since this means that many of these children are still shunted into schools for mentally handicapped kids.”  In addition to serving as Education Assistant and Advisor to the Ombudsman, Bladycz has also served as organizer of joint Polish-Roma initiatives for children, in order to help break down stereotypes and prejudices.  “Such trips,” he remarks, “require huge amounts of work and are logistically taxing, but they give me incredible strength.”  Romani activists like Mast in Wroclaw and Bladycz in Stone Mountain, have traced the significant progress made within Polish society, as it strives for social equality, equal rights, and to ascend to a true, modern democratic nation.

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers

Chyba każdy spotkał w swoim życiu Roma, czy też Cygana, jak czasem nazywa się przedstawicieli tej wyjątkowej społeczności albo grupy etnicznej pochodzenia indyjskiego, bo rozsiani na obszarze całego globu, zawsze wyróżniali się restrykcyjnym przestrzeganiem charakterystycznych dla siebie zwyczajów i zasad, które stanowią o ich tożsamości oraz wynikają z subiektywnego rozumienia treści kultury romskiej. Na obszarze Polski może ich mieszkać od kikunastu do kilkudziesięciu tysięcy – statystyki nie podają jednoznacznej liczby, tak jak niejednoznaczne i trudne jest sklasyfikowanie mniejszości romskiej w ogóle. Wyjątkowej tutaj, bo zupełnie innej od pozostałych grup narodowościowych i etnicznych zamieszkujących Rzeczpospolitą; na ich temat od czasów starożytnych krąży tyle samo mitów, legend i przesądów, co powstało stereotypów i uprzedzeń. Kim są współcześni Romowie mieszkający na początku dwudziestego pierwszego wieku w Polsce, kraju aspirującym do miana nowoczesnego członka Unii Europejskiej? Czy wkrótce uda im się zrobić milowy krok naprzód w rozwiązniu ich kluczowych problemów społecznych, jakimi są chroniczna bieda, bezrobcie, analfabetyzm i brak asymilacji z resztą społeczeństwa? Dwa pozytywne przykłady zaprezentowane poniżej, z Wrocławia i Kamiennej Góry, pokazują zachodzące zmiany, które pozwalają nam patrzeć optymistycznie na przyszłość.

Pan Józef Mastej z wrocławskiego Brochowa jest prezesem Stowarzyszenia Romów, Romani Bacht (w języku romani: cygańskie szczęście), którego nadrzędnym celem od 2004 roku jest integracja lokalnej ludności pochodzenia romskiego z polskim społeczeństwem. Biografia tego odważnego człowieka nie należy do zupełnie przeciętnych, a aktywność i zaangażowanie na polu walki o równość w traktowaniu mniejszości romskiej to lata jego zmagań z nieprzychylnym prawom człowieka systemem, biurokracją, nieufnością, a czasem wręcz wrogością każdej ze stron. Jako Rom z pochodzenia, całkowicie zasymilowany z polskim społeczeństwem i mieszkający w państwie, w którym zdobył wykształcenie, jest prezes stowarzyszenia jak gdyby naturalnym łącznikiem pomiędzy dominującą większością, której część stanowi oraz mniejszością, z którą się identyfikuje. Rozumie potrzeby jednych oraz argumenty drugich, co decyduje o jego szczególnej roli pośród społeczności. Wszystko zaczęło się jeszcze wiele lat temu, gdy pan Józef jako młody chłopak zaangażował się w lokalnym klubie sportowym, gdzie szybko zintegrował się z rówieśnikami; potem były wspólne wyjazdy na treningi, turnieje, czasem odbywające się za granicą. Pan Mastej rozumie dziś jak istotna jest integracja, choćby poprzez sport, w którym znikają wszelkie podziały narodowościowe czy kulturowe – prowadzona przez niego drużyna hokeja na trawie dla młodzieży polskiej i romskiej z Brochowa istnieje bezustannie od 1975 roku: ,,to bardzo ważne by dzieci młodsze i starsze razem ze sobą spędzały czas, poznawały się nawzajem (…), zdarza się nawet, że polska młodzież uczy się słów romskich od swoich rówieśników’’, zauważa. Ten proces integracji nie nastąpi samoistnie, zadaniem każdego z nas jest bowiem wspierać go wszelkimi środkami, bo nie ma chyba lepszego sposobu przełamania stereotypów i uprzedzeń niż bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem.

Oprócz drużyny hokejowej, na Brochowie istnieje również świetlica dla dzieci i młodzieży prowadzona przez stowarzyszenie Romani Bacht: ,,początki były bardzo trudne’’, wspomina pan Józef Mastej i opowiada o wsparciu lokalnej fundacji PROM z Wrocławia w organizowaniu zalążków ich działalności; ,,polscy rodzice z osiedla wciąż jeszcze niechętnie zezwalają swoim dzieciom na wspólne zajęcia na świetlicy z dziećmi romskimi (…), a ja chcę zwalczyć ten stereotyp, chcę współpracować z ludźmi, bo człowiek się liczy…’’, stwierdza jednoznacznie romski aktywista. Równocześnie pan Józef dostrzega konieczność otwierania się Romów na innych: ,,najwyższy czas, by poznali i zrozumieli intencje Polaków’’, zauważa. Krytyczny stosunek do niektórych aspektów zachowania ziomków, konieczny przecież by wyjść z dialogiem do większości, ale też częsty brak zrozumienia intencji, wzbudza nieufność pośród niektórych członków społeczności romskiej wobec działalności Romani Bacht i innych organizacji jej podobnych, co wydaje się obecnie największym problemem w procesie integracji. ,,Mieszkamy w Polsce i w gruncie rzeczy czujemy się Polakami’’, mówi pan Mastej i dodaje: ,,generalnie, mieszkańcy osiedla są pozytywnie nastawieni do Romów, a współpraca z władzami miasta idzie ku lepszemu – w ten sposób otwiera się droga dialogu, bo my chcemy tutaj coś zbudować, chcemy zapraszać do poznania nas.’’

Integracja w szerokim tego słowa znaczeniu może odbywać się nie tylko na płaszczyźnie rywalizacji sportowej, ale spoiwem ponad podziałami równie dobrze może być muzyka, uniwersalny zapis dźwięków przypisany danej kulturze, który nie zna pojęcia granicy, ograniczoności. Cygańska dusza, romski ekspresjonizm i temperament wyrażony w lirycznych pieśniach, tęsknych piosenkach, żywiołowym tańcu przy rytmicznym takcie w muzyce – czy znajdziemy coś równie oryginalnego i prawdziwego, w naszych czasach powodzi gwiazd kiczu oraz pop kultury, co daje nam obecność romskiego żywiołu? Zespół Romani Bacht działający przy wrocławskim stowarzyszeniu od wielu lat upowszechnia ten unikalny kawałek dobrej muzyki przy okazji licznych występów na festiwalach i koncertach, w ten sposób przełamując niechęć niektórych i ich stereotypy. W 2010 roku, dzięki wsparciu programu pomocowego dla środowiska ze strony Unii Europejskiej powstało profesjonalne studio nagrań na Brochowie, którego pierwszym rezultatem jest płyta Gitan Swing – ciekawa propozycja nawiązująca do złotych lat cygańskiego jazzu. ,,Moim marzeniem jest stworzenie tutaj, na Brochowie, prawdziwego centrum kultury romskiej’’, przyznaje pan Józef Mastej i dodaje, że duże nadzieje na uzyskanie wsparcia w tym projekcie związane są w związku z ogłoszeniem Wrocławia Europejską Stolicą Kultury 2016; ,,na ile wystarczy mi sił, tyle będę działał’’, wyznaje prezes stowarzyszenia i konkluduje: ,,gdybym nie wierzył w powodzenie projektów, nie był optymistą, to nigdy nie zajmowałbym się tym, czym się zajmuję.’’

Analfabetyzm istniejący pośród polskich obywateli pochodzenia romskiego na początku dwudziestego pierwszego wieku pozostaje wciąż tematem tabu, bo to wstydliwy problem dotyczący całego naszego społeczeństwa – w teorii wszystkim obywatelom Rzeczypospolitej, niezależnie od wyznawanej religii, narodowści czy pochodzenia etnicznego, przysługuje bezpłatny dostęp do edukacji, jest to wręcz nasz oczywisty obowiązek; jak zatem wytłumaczyć przyzwolenie społeczne na wykluczenie części młodzieży romskiej z państwowego systemu oświaty, zresztą przy całkowitej zgodzie ich niewykształconych i zacofanych cywilizacyjnie rodziców, gdzie zdrowe dzieci romskie są wciąż celowo umieszczane w specjalnych placówkach przeznaczonych dla dzieci opóźnionych w rozwoju. Nie przynosi to ze sobą ani pozytywnego wizerunku dla nowoczesnego państwa, ani chwały dla jego obywateli nazywających się Europejczykami. ,,Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie’’ – ta wyrażona przed kilkoma wiekami uniwersalna prawda moralna jest stale aktualna, bo tyko poprzez właściwą edukację będziemy w stanie zbudować rozumne i świadome swych praw oraz obowiązków społeczeństwo obywatelkie o solidnych podstawach osadzonych na gruncie zasad powszechnej tolerancji oraz szacunku dla różnorodności. Dopóki problem wykluczenia młodzieży romskiej z państwowego systemu oświaty istnieje, dopóty proces asymilacji grupy mniejszościowej z większością społeczeństwa pozostaje zawieszony w próżni, a system zwany tu demokracją poddany pod wątpliwość.

Asystent edukacji dzieci romskich to instytucja działająca przy placówkach oświaty na terenie Rzeczypospolitej od 2004 roku, powołana do życia w celu usuwania barier w procesie integracji młodzieży należącej do grupy mniejszościowej, istniejących w polskiej szkole. Pan Robert Bladycz z Kamiennej Góry na Dolnym Śląsku od początku działania projektu rządowego pełni swą funkcję w miejscowej szkole: ,,najtrudniejszy był dla mnie początek, ponieważ nie wiadomo było czym dokładnie taki asystent miałby się zajmować, nie było precedensu w przeszłości (…)’’, przyznaje romski działacz oraz aktywista na rzecz poprawy warunków życiowych lokalnej społeczności i dodaje: ,,asystent jest swego rodzaju mediatorem, pośrednikiem w szkole pomiędzy nauczycielami, wychowawcami i władzami placówki z jednej strony oraz z drugiej, z romskimi uczniami i ich rodzicami, z którymi jest najwięcej pracy (…), spełniam tutaj funkcję jak gdyby kontrolną, mam wspomagać również w kwestiach wychowawczych.’’ Pan Robert Bladycz opowiada o codziennych trudach w swej pracy, gdzie niezwykle ciężko było mu zdobyć zaufanie i autorytet, zarówno pośród podejrzliwych wobec nowej instytucji pracowników szkół, jak i niechętnych placówce rodziców dzieci należących do mniejszości etnicznej. Z pewnością energię do pracy u podstaw i pełne zaangażowanie w swoją życiową misję pan Robert czerpie z własnych doświadczeń: ,,jako osoba pochodzenia romskiego wykształcenie zdobyłem z wielkim trudem; (…) wiem z autopsji jak nierówno są traktowane romskie dzieci w polskiej szkole i dlatego chcę mieć teraz wpływ na zmiany; (…) potrzeba tutaj jednak więcej romskich liderów, a cała nadzieja w młodym pokoleniu.’’

Bez wątpienia tacy aktywiści jak pan Bladycz przyczyniają się do przyspieszenia procesu integracji mniejszości romskiej z polskim społeczeństwem, co pozwala nam optymistycznie patrzeć w przyszłość, bowiem młodzież wychowywana dziś w duchu tolerancji i poszanowania odmienności za kilkanaście lub nawet za kilka lat, w pełni świadoma swych praw obywatelskich, upomni się o swoje pełnoprawne uczestnictwo w życiu społecznym i politycznym kraju. ,,W Kamiennej Górze nie ma ani jednego dziecka romskiego, które nie uczęszczałoby do szkoły i to jest nasz sukces’’, zapewnia pan Robert, ale jak dalej zauważa: ,,dla ogólnej liczby 45 romskich dzieci mieszkających na terenie gminy, gdzie do każdego z uczniów, każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie, jest tylko dwóch asystentów; trzeba pamiętać, że niektóre z romskich dzieci wciąż słabo posługuje się językiem polskim (…), bardzo trudna sytuacja jest na przykład w Wałbrzychu i innych miastach na terenie całego kraju, gdzie wielu z nich osadzanych jest nadal w szkołach dla dzieci opóźnionych umysłowo.’’ Oprócz funkcji asystenta edukacji oraz doradcy Rzecznika Praw Obywatelskich, pan Robert Bladycz co roku jest współorganizatorem wspólnych kolonii integracyjnych dla dzieci polskich oraz romskich, bo jak sam podkreśla, tyko poprzez przebywanie ze sobą, poznawanie się, możemy przełamywać bariery, stereotypy i uprzedzenia: ,,takie wyjazdy wymagają ogromnego nakładu pracy i czasem zastosowania specjalnych środków ostrożności przez ich organizatorów, ale za każdym razem, gdy widzę efekty swojej działalności, to daje mi niebywałą siłę.’’ Romscy aktywiści, jak pan Mastej z Wrocławia czy pan Bladycz z Kamiennej Góry, wytyczając sobie cele i kierunek swej działalności, wskazują na istotne zmiany zachodzące wśród romskiej społeczności od kilku lat – czy polskie społeczeństwo wreszcie je zauważy by wesprzeć swych współobywateli w walce o równe prawa i udowodni tym samym, że jest nowoczesnym, demokratycznym narodem we współczesnej, zjednoczonej już Europie?

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Islam means peace – the Muslims in Poland/ Islam znaczy pokój – muzułmanie w Polsce

          Although not an ethnically homogeneous group, and not recognized by the Polish government as a national or ethnic minority group, Muslims are playing an increasingly large role in Polish life.  A full, circumspect review of minority groups in Poland, requires some awareness of recent demographic trends, and relatively new minority groups.

This slideshow requires JavaScript.

          Our interest in understanding the situation of Muslims in Poland led us to the base of Warsaw’s Muslim community, the mosque on Wiertnicza Street, and its spiritual leader Imam Nizar Charif.  “In this community, common prayer connects us all,” he emphasizes.  The mosque occupies a particular place as an institution that helps to connect and integrate Warsaw’s Muslim community, which is currently about 10 thousand.  It is made up of businessmen, students, immigrants from countries where Islam is the dominant religion, and refugees from Chechnya.  A second mosque has opened in Warsaw in Ochota to service the spiritual needs of the rapidly increasing Muslim population in Warsaw.  Outside of Warsaw, among the largest Muslim communities, are those made up of Polish Tatars.

          As more Muslims make Poland their temporary or permanent home, there is a growing need for public awareness about the religion and customs of the new arrivals.  A lack of awareness leads to confusion which can often result in conflicts and disputes.  “Today, Islam is expanding very rapidly, not just in Europe, but worldwide,” explains Charif, and “this creates some concerns for non-Muslims… there will always be some conflicts, as there will always be good and evil in the world.”  But clearly, there is a need to mitigate the conflict and evil where possible, especially given the Christian commandment to “love thy neighbor,” and the fact that the translation of Islam literally is “peace.”   The road to mutual understanding is long and difficult, but the discussion is too important to ignore.

          “Some people are deliberately hateful—and this holds true even for some Muslims, who interpret passages from the Koran to justify destructive behavior,” argues Nizar Charif.  According to Imam Charif, the media holds some responsibility for creating hostility towards Muslims. He divides the journalists who hold this responsibility into three groups: first, those who are simply uninformed or do not possess sufficient knowledge about Islam to comment on it, second, those who deliberately present Islam in the worst possible light, and last those who somewhat arbitrarily buy into and propagate a worldview that is hostile towards Islam, even though the may not hold such believes themselves. “The conversation about Islam is important, but true representations of Islam are so rare in the media, that it is better not to have emotional responses to them,” says Imam Charif.

          Generally, are Polish society and the Catholic Church in Poland tolerant of Muslims? “Yes, very much so,” responds Charif, adding that most people here have always been tolerant, and that there is a long history of Polish respect for minorities. “Poland has a history of friendlier relations to Muslims that some Western European countries, and when it comes to the Catholic Church, they are always open for dialog,” says the Imam. He cites the “Day of Islam” an initiative established by the Catholic Church, which takes place each year on January 26, as an example of this doalgue.  The program is unique globally in its ecumenicism.  The first such event took place in 2001, organized and authorized by the Polish Episcopate Conference, with the intention of promoting prayer for Muslims.

          The Muslim community based in Warsaw is very active in education, fostering interreligious dialogue and building awareness.   As regular guests in the Polish media they emphasize commonalities between Islam and Christianity and speak with respect about their Christian counterparts.  In contrast with the “clash of civilizations” narrative popular in thinking about Islam in Europe, the Muslim community in Warsaw has emphasized common roots, and promoted understanding of differences, to create a comfortable situation and mutual respect.

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers      

          W żadnym wypadku nie są grupą jednorodną pod względem narodowościowym, etnicznym czy językowym, ani też mniejszością uznaną przez polski rząd, jakkolwiek poruszając kwestię mniejszości i ich  obecnej sytuacji w Rzeczypospolitej, należy powiedzieć również o muzułmanach jako grupie religijnej, przede wszystkim ze względu na ich wyjątkowość w kraju zdominowanym przez katolicką większość oraz szybko rosnącą liczbę wyznawców Mahometa, tak tutaj, jak i w całej Europie.

          O sytuacji wyznawców islamu w Polsce i współczesnych dążeniach do dialogu pomiędzy wielkimi religiami świata mamy sposobność porozmawiać z imamem warszawskiej Gminy Muzułmańskiej, Nizarem Charifem, podczas naszej wizyty w meczecie przy ulicy Wiertniczej, jednej z kilku na terytorium Rzeczypospolitej. ,,Tym, co nas wszystkich tutaj łączy jest wspólna modlitwa’’, zauważa mój rozmówca, który przybliża nam centralną rolę meczetu w integracji lokalnego środowiska wyznawców Mahometa: ,,do gminy należy 30 rodzin, natomiast społeczność muzułmańska w stolicy liczy obecnie około 10 tysięcy osób; składają się na nią byli i obecni studenci, którzy przyjechali do Polski studiować, ponadto biznesmeni, imigranci z krajów, gdzie dominuje islam, a także uchodźcy z Czeczenii i innych państw. Obywatele Rzeczypospolitej należący do tutejszej gminy to przede wszystkim polscy Tatarzy oraz Polacy, którzy przeszli na islam, bardzo często powracający z Europy Zachodniej, gdzie zetknęli się z naukami Mahometa i zapragnęli je praktykować w swoim kraju’’. Aktualnie, na warszawskiej Ochocie powstaje kolejny meczet, co jest wynikiem potrzeb szybko rosnącej społeczności.

Wraz ze wzrastającą liczbą muzułmanów w krajach Europy powinna iść w parze rosnąca świadomość społeczna na temat religii i obyczajów nowych przybyszy, w przeciwnym razie niedoinformowanie stanie się przyczyną nieporozumień, co w konsekwencji nieuchronnie prowadzi do konfliktów i zatargów. ,,Obecnie islam rozszerza się bardzo szybko nie tylko w Europie, ale i na całym świecie, co wzbudza obawy tych, którzy nie są muzułmanami’’, wyjaśnia imam i zauważa, że ,,ten konflikt szybko się nie skończy (…), zawsze będzie zło i dobro na świecie’’. Z pewnością tak jest, jakkolwiek naszym zadaniem jest unikanie sporów wszelkimi możliwymi sposobami, bo przecież najważniejszym przykazaniem dla chrześcijanina jest miłość do bliźniego, islam w tłumaczeniu oznacza pokój, a w nauce obu religii pozbawienie życia drugiego człowieka jest grzechem. Z pewnością również droga do dialogu jest długa i trudna, czasem wydawać się może wprost niemożliwa, ale prawdziwa wiara w porozumienie jest w stanie je urzeczywistnić.

,,Niektórzy świadomie są nienawistni wobec innych, jak na przykład w stosunku do muzułmanów, a fragmenty Koranu są czasem źle interpretowane przez tych, którzy mają złe intencje’’, przekonuje imam Nizar Charif. Według jego opinii wszędzie, nie tylko w Polsce, rola mass mediów w podsycaniu wrogości wobec islamu jest istotna, a odpowiedzialni są za nią dziennikarze, których można podzielić na trzy grupy: zarówno tych, którzy nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat religii, ponadto świadomych, z premedytacją przedstawiających wyznawców nauk Mahometa w jak najgorszym świetle oraz tych, co są odgórnie zmuszani do propagowania określonej, narzuconej im wrogości wobec świata muzułmańskiego, często wbrew ich własnej opinii. ,,Do dialogu potrzebna jest ochota, a o prawdzie wciąż mówi się zbyt rzadko (…), ludzie nie powinni tak emocjonalnie podchodzić do wszystkich zasłyszanych informacji, bo często są one nierzetelne i niesprawdzone’’, stwierdza mój rozmówca.

Generalizując, czy społeczeństwo polskie i Kościół katolicki w Polsce są tolerancyjne wobec mieszkających w ich sąsiedztwie muzułmanów? ,,Tak, jak najbardziej’’, odpowiada imam, po czym dodaje: ,,większość ludzi tutaj zawsze była tolerancyjna, niezależnie od systemu politycznego Polacy potrafili szanować prawa mniejszości (…), Polska od dawna jest krajem przyjaznym dla muzułmanów, bardziej przyjaznym niż niektóre spośród państw Europy Zachodniej. Jeśli chodzi zaś o Kościół katolicki, to jest on z pewnością stale otwarty na dialog’’. Muzułmański duchowny wspomina o Dniu Islamu w Kościele katolickim przypadającym co roku na 26 stycznia – ustanowienie przez Kościół w Polsce Dnia Islamu jest inicjatywą pionierską w skali świata. Inicjatorem upowszechnienia Dnia jest powstała w czerwcu 1997 r. Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów, zaś decydentem Konferencja Episkopatu Polski. 21 października 2000 r. Konferencja Episkopatu Polski, jako pierwsza na świecie przyjęła do swojego kalendarium dzień 26 stycznia 2001 r., jako dzień modlitw poświęcony islamowi.

Mniejszość muzułmańska skupiona wokół warszawskiego meczetu jest bardzo aktywna na polu edukowania, rozwijania świadomości oraz budowania dialogu pomiędzy wyznawcami wielkich religii; w świątyni często mają miejsce prelekcje i odczyty, lekcje dla młodzieży szkolnej oraz wykłady dla studentów. Reprezentanci mniejszości religijnej są również stałymi gośćmi w polskich mediach, gdzie często podkreślają przenikanie i uzupełnianie się nawzajem wyznawanych wspólnie przez chrześcijan i muzułmanów wartości, pomimo różnic, o których zawsze wypowiadają się z szacunkiem. Może więc zamiast mówić o tak popularnym medialnie ostatnimi czasy ,,zderzeniu cywilizacji’’, powinniśmy częściej sięgać do wspólnych źródeł i korzeni, dostrzegać podobieństwa religii, gdyż w ten sposób łatwiej odnajdziemy drogę do porozumienia.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Wrosław, Hollow Hills and Sputnik under Poland, or Russian-speaking minority in the country on the Vistula and Odra Rivers/ Wrosław, Puste Wzgórza i Sputnik nad Polską, czyli mniejszość rosyjskojęzyczna w kraju nad Wisłą i Odrą

          People from Poland who don’t like Russia, often don’t like Russia because they don’t know much about Russia—but they don’t want to get to know Russia, because they don’t like Russia. Such is the circle of distrust. And so it has been from the beginning: from the partitions that took Polish freedom, waves of russification and forced labor camps in Siberia, the odious mass murders, Stalinism and its ruthless consequences, imperialism, work camps, collective farms, Katyn, Kharkiv, Miednoje, and Smoleńsk.  The litany of negative associations with the great power to the East stretches interminably because of the long history of mutual distrust, injustice, killing and both Ruso- and Polonophobia.  But in many respects, Polish attitudes towards Russia are schizophrenic, according to Krystyna Zawadzka, as “in addition to the image of Russia as a totalitarian oppressor, there is a great respect for Russian culture—its literature, music and art.”  Even this much that we know about Russia is more than Russians know about Poles, explains Zawadzka, who is herself Russian, “as from the perspective of Russia, a large country spanning Europe and Asia, Poland is more a country in transit, not an equal partner.”  Though Poland’s size is not likely to change any time soon, the Russian minority on the Vistual and Oder rivers, helps to sustain the important dialog between Poles and Russians.

          “ ‘Wroslaw’ is a three-year-old project run by two Poles and me, a Russian lady, based in Wroclaw,” explains Zawadzka, who came to Poland 12 years ago from Siberia to study. “The term ‘Siberia’ automatically conjures images of deportations and work camps for most Poles, but of course, my Siberia is something completely different.”  Zawadzka admits that the sometimes-limited perception of the former USSR as a single monolith still pervades Polish thought.  She argues “during the 1990s there was functional informational isolation, in which the media did not even try to portray the East in objective terms, and this helped pass on negative stereotypes and feelings about Russians that persist.”  Wroslaw helps promote Russian culture and language, from a modern, rather than historical perspective.   It organizes reading groups and film screenings, bringing together young people from a variety of backgrounds.

The Russian minority in Poland is relatively small, rather poorly integrated, and concentrated in Warsaw—but new waves of Russian immigrants who come to Poland for business and education, and make it their permanent home, renew hope for mutual understanding. Unfortunately, projects like ‘Wroslaw’ generally lack support from the Polish side, which up to this point has provided only perfunctory official declarations.  The hesitance to become involved in these kinds of projects, Zawadzka says, stems from longstanding distrust and stereotypes about the “Wild East.”  But increasing contact can mollify these suspicions. Zawadzka recalls her participation in bringing Polish musicians to the Hollow Hill Festival, the Russian version of Woodstock. The Poles initially harbored reservations, especially as they passed through Smolensk shortly after the tragedy, but found the Russians extraordinarily hospitable people once they came into contact with them.  Although a similar trip did not happen this year due to a “lack of enthusiasm,” Zawadzka is hopeful that these kinds of grassroots projects will continue to foster mutual understanding and respect.

Fot. Impressions from the ‘Hollow Hills’ music festival (thanks to Mrs Krystyna Zawdzka)./ Migawki z festiwalu Puste Wzgórza (ze zbiorów pani Krystyny Zawadzkiej).

          ‘Wroslaw’, ‘Hollow Hills’, and other initiatives promoting Russian-Polish relations may be niche projects, but are nonetheless worthwhile, original and unique, as they reveal aspects of Russian cultural life outside of the usual, stereotypical thinking common among Poles. They show that Russian music is not only represented by the traditional Balalaika, Wysocki and Okudzhava, but also 80s rock bands.  Zawadzka is skeptical of many events such as the Polish-Russian ‘Sputnik under Poland’ film festival because it reproduces and perpetuates many of the images and associations previously connected with the East, and fails to push the discourse to the present and future.  Events like these lack objectivity, and fail to provide a fresh perspective.  “Wroclaw has become a creative center in Poland… I love this city and its atmosphere, in part due to the continuous movement of its inhabitants, so that it does not belong to any one group, but to all,” confesses Zawadzka, who went on to articulate her dream of creating an artists’ commune in Poland not just for Russians, but for anyone, since in art “there is no place for the concept of nationality, it is beyond divisions.”

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers

Polacy nie lubią Rosji, bo jej nie znają, a nie chcą jej poznać, bo jej nie lubią. Od początku: za rozbiory, które zabrały im wolność, za rusyfikację i katorgi na Sybirze, morderczy komunizm, bezwzględny stalinizm, chory imperializm, i dalej: za łagry i kołchozy, Katyń, Charków, Miednoje oraz Smoleńsk. Lista negatywnych skojarzeń z mocarstwem ze Wschodu jest długa, bo i długa jest historia mordów, krzywd, wzajemnej nieufności, ruso- i polonofobii, które zbyt wielu ludzi podsycało. Jakkolwiek, pod pewnym względem stosunek Polaków do słowiańskiej potęgi można nazwać ,,schizofrenicznym’’, bo jak zauważa moja rozmówczyni, pani Krystyna Zawadzka: ,,w narodzie polskim, obok silnie ukształtowanego postrzegania Rosji jako państwa totalitarnego, istnieje równocześnie ogromny szacunek dla jej wielkiej kultury; do 19-wiecznych klasyków rosyjskich – czołówki światowej literatury, wybitnych muzyków, twórców oraz artystów’’. I tyle o Rosji wiemy, a to i tak więcej niż jej obywatele chcą wiedzieć o nas, bo jak dodaje moja rozmówczyni, która sama jest Rosjanką: ,,z perspektywy wielkiego państwa położonego w Eurazji, Polska jest widziana jedynie jako kraj tranzytowy, wcale niekoniecznie postrzegany jako równorzędny partner do dialogu’’. Cóż, na wielkość terytorium niewiele poradzimy, ale być może aktywna działalność mniejszości rosyjskiej nad Wisłą i Odrą przyczyni się do popularyzacji dialogu polsko-rosyjskiego i poznania siebie nawzajem, po prostu od tego zacznijmy.

‘’Wrosław jest projektem autorskim, prowadzonym od trzech lat przez trzy osoby z Wrocławia (…); dwóch Polaków i mnie, Rosjankę’’ – pani Krystyna Zawadzka od dwunastu lat mieszka w Polsce, gdzie przyjechała na studia z dalekiej i zimnej Syberii… – ,,i do tego jeszcze miejsca zsyłki Polaków – to automatyczne skojarzenia, z którymi zawsze się tutaj spotykam, a w rzeczywistości jest inaczej’’, stwierdza krótko moja rozmówczyni. Czasem bywa drażniące, to ograniczone postrzeganie byłego Związku Radzieckiego jako jednej bryły, bliżej nieokreślonej całości i jak przyznaje pani Krystyna rzadko kto w Polsce zaskoczył ją świeżym, obiektywnym spojrzeniem na Rosję; ,,Polska jest wciąż hermetyczna’’, stwierdza Rosjanka i dodaje: ,,w latach 90. nastąpił tutaj absolutny zanik rzetelnych informacji na temat nowości zza wschodniej granicy, co spowodowało swego rodzaju izolację informacyjną, (…) szczególnie młodzi ludzie to odczuwają, którym rodzice przekazywali w większości negatywne stereotypy o Rosjanach (…)’’. Alternatywą dla młodych, którzy chcą tutaj myśleć samodzielnie miał być właśnie Wrosław, niezwykle interesujący projekt, który postawił sobie za cel promowanie szeroko pojętej kultury kręgu rosyjskojęzycznego, skupiając się na awangardzie. To taki wstęp do dialogu ponad granicami narodów i państw, a organizowane spotkania z rosyjską literaturą współczesną czy kinematografią ze wschodu są jego integralną częścią.

Stosunkowo niewielka mniejszość rosyjskojęzyczna w Polsce, raczej słabo zintegrowana, skupiająca się w Warszawie i innych większych miastach, to przede wszystkim ludzie poprzednich generacji, dlatego szansą na jej aktywizację mogliby stać się młodzi, przyjeżdżający tu ze wschodu na studia czy w celach zarobkowych, a którzy decydują się osiąść w Rzeczypospolitej na stałe. Dla takich niezależnych inicjatyw jak Wrosław wciąż brakuje wsparcia ze strony polskiej, które ogranicza się jedynie do oficjalnych deklaracji. To ciągle wynika z nieuzasadnionych obaw i stereotypów o ,,dzikim wschodzie’’; moja rozmówczyni wspomina o współorganizowanych przez nią wyjazdach do Rosji na festiwal Puste Wzgórza – rosyjski odpowiednik Woodstocku: ,,nie zapomnę niespokojnych reakcji polskich muzyków tuż przed przekroczeniem granicy Federacji Rosyjskiej i przejazdu przez Smoleńsk po tragedii (…), a potem tej atmosfery rozluźnienia w grupie po pierwszym kontakcie z przyjaznymi i niezwykle gościnnymi Rosjanami, którzy okazywali się zwykłymi ludźmi (…)’’. Udział polskich artystów w Pustych Wzgórzach wspomógł Dom Kultury Polskiej, Dolnośląski Urząd Marszałkowski oraz Urząd Miasta Wrocław, jakkolwiek w tym roku ponowny wyjazd ekipy nie doszedł do skutku: ,,brakuje entuzjazmu, zaangażowania’’, kwituje pani Krystyna i kontynuuje: ,,trudno przebić się ponad polityczne relacje polsko-rosyjskie, jakkolwiek inicjatywa musi być oddolna i nie powinno być w niej miejsca na ciągłe podkreślanie wątków narodowych, (…) wtedy ma ona szanse na powodzenie’’.

Wrosław, Puste Wzgórze czy promowanie rosyjskiej awangardy w Polsce to inicjatywy wprawdzie niszowe, ale warte poznania, bardzo oryginalne i wyjątkowe, bo pani Zawadzka poprzez swoją działalność przede wszystkim pokazuje Polakom inne, nieznane oblicze wschodu; obnaża naszą ograniczoną wiedzę o Rosjanach, nacechowaną myśleniem stereotypowym. Rosyjska muzyka to nie tylko bałałajka, Wysocki czy Okudżawa, ale też zespoły muzyki rockowej przeżywające okres swojej świetności w latach 80. albo festiwale, na których się prezentowały. Rosjanka mieszkająca w Polsce dosyć krytycznie podchodzi do organizowanych nad Wisłą i Odrą przez władze oficjalnych wystaw i imprez, takich jak festiwal filmów rosyjskich Sputnik nad Polską, bo często utrwalają one obrazy i powielają utarte skojarzenia związane ze wschodem – brakuje w nich obiektywizmu, nowoczesnego podejścia do tematu, świeżego spojrzenia. ,,Wrocław posiada ku temu świetną przestrzeń dla twórczości niszowej (…), kocham to miasto i jego atmosferę, wytworzoną przez ciągłe wyprowadzki jej mieszkańców, przez co nabrało ono samodzielności i nie musi do nikogo należeć, a każda opinia o nim jest prawdziwa’’, wyznaje pani Zawadzka, która zdradza marzenie o stworzeniu gdzieś w polskich górach przystani, swego rodzaju azylu dla artystów awangardowych, nie tylko Rosjan, bo jak podkreśla moja rozmówczyni: ,,w awangardzie nie ma miejsca na pojęcie narodowości, ona jest ponad podziałami’’.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

For our freedom and yours – an interview with a Belarusian in Poland/ Za wolność naszą i waszą – rozmowa z Białorusinką w Polsce

           Belarusians, who have lived for generations in Poland’s Podlasie region, number in the tens of thousands, and have just recently been recognized as an ethnic minority group by the Polish government. Belarusian cultural life is active—associations, organizations, cultural festivals, churches, publications and schools undergird the Belarusian identity within Polish borders.  Most Belarusians living in the largest Polish cities are relatively recent immigrants, who have come to Poland to escape the backwards, repressive regime currently in power in Belarus.  Belarusians have fused with Polish society and are only sometimes recognized by a distinctive accent that gets them pigeonholed as “anonymous immigrants from the east,” or, simply, as Russians.

          Alena is a thirty-year-old Belarusian. She is also a lesbian.  She has lived in Poland for six years and is actively engaged in human rights issues.  Alena has never encountered difficulties in Poland because of her ethnicity or nationality, but has struggled because of her sexual orientation.  Stereotypes among Poles about their neighbors to the east also abound.  “I didn’t realize that there was a stereotype about women from the East coming to Poland to search for husbands until quite recently, when I learned this during an interview,” admits Alena, adding that “Poles often do not differentiate between the inhabitants of former soviet republics, and when I say I am from Belarus, they often ask me what city in Ukraine I am from.” Some of these images and stereotypes arise from the confused image of Belarus transmitted in the Polish news media which, when it comes to Belarus, tends to focus on human rights issues, and poverty in Lukashenko’s dictatorship.  Alena insists that although these “sad truths” are important to recognize, “they are only a fragment of the whole story.” She speaks glowingly of the nightlife in Minsk and the well maintained streets and parks.

          According to Alena, Poles, in contrast with their Belarusian counterparts, are very conscious of their national identity and history—topics on which they can hold forth for hours at a time.  “In Belarus the history books are rewritten from scratch almost every year, so it is difficult to get a coherent national history,” she says, concluding that there is little hope for a positive change in the Belarusian political situation, barring an unexpected revolution. “I like that Poles have shown such wonderful patterns of resistance to authority, and how that has translated to true freedom, which I feel right after crossing the border into Poland,” she admits, continuing that when she first took part in the Great Christmas Charity Orchestra, she was moved to tears by the kind, spontaneous gestures of Polish people.  As a person who has only spent a short time in Poland, she is also able to see weaknesses in the system, “as the freedoms and protections expected from the Polish state are still being fought for in Belarus,” underlines Alena.  “I was involved in some of the demonstrations in Belarus,” she mentions, “but it is here that I felt that I have rights and freedoms, which is why I encourage Poles to take matters into their own hands and continue their fight for a freer society.”

          When asked about her activities in the Campaign Against Homophobia, Alena finds that is a different kind of struggle for liberty and freedom—not with power, but with an intolerant fragment within society: “from the standpoint of Polish law and public opinion, sexual minorities face greater discrimination than national minorities,” says Alena, adding that “visibility is the best way to deal with homophobia, so homosexual people should not be intimidated and should try and disclose themselves.” Alena is involved in public demonstrations and marches for equality, promoting tolerance and respect for diversity, but also is involved in women’s rights organizations, environmentalism demonstrations, and organizing petitions—she is constantly reminding Poles of their rights and pushing Poland to expand and flesh out its view of personal freedoms, which perhaps have become too obvious for us to notice.

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers

        Kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów, żyjących od wielu pokoleń w południowo-wschodniej części województwa podlaskiego, posiada dziś te same prawa, które przysługują pozostałym mniejszościom narodowym oraz etnicznym zamieszkującym terytorium Rzeczypospolitej i oficjalnie uznanym przez jej rząd. Funkcjonują tutaj liczne stowarzyszenia oraz organizacje mniejszości białoruskiej, wydawane są czasopisma, popularnością cieszą się organizowane przez nie imprezy kulturalne i festiwale, a cerkiew i szkoła pozostają ostoją białoruskości. Jakkolwiek, coraz częściej na ulicach Warszawy i innych dużych miast Polski spotykamy Białorusinów, którzy przyjechali tu całkiem niedawno, na studia albo w poszukiwaniu lepszego życia poza ojczyzną pogrążoną w anachronicznym reżimie. Wtopieni w społeczeństwo, rozpoznawani tylko wtedy gdy przemówią z charakterystycznym akcentem – ,,anonimowi imigranci ze wschodu’’, tzw. ,,Ruscy’’ wciąż są naznaczeni funkcjonującymi wśród Polaków bezpodstawnymi stereotypami i uprzedzeniami. W gruncie rzeczy są tacy sami jak przeciętny Kowalski, ale niektórzy z nich z pewnością wyrastają ponad tę przeciętność.

Alena ma trzydzieści lat, jest Białorusinką i lesbijką. Pochodzi z Mińska, a w Polsce mieszka od sześciu lat; pracuje tutaj w dużej firmie i jest czynnie zaangażowana w walkę o prawa człowieka. Jak przyznaje w rozmowie ze mną nigdy nie spotkały jej tutaj praktycznie żadne przykrości z powodu narodowości, ale gdy chodzi o orientacją seksualną, tak. ,,O tym, że w Polsce funkcjonuje stereotyp kobiet ze wschodu, które przyjeżdżają tu wyłącznie w poszukiwaniu męża dowidziałam się całkiem niedawno od jednego dziennikarza, który spytał mnie jak się tutaj czuję’’, wyznaje Alena, dodając: ,,w opinii wielu Polaków nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy mieszkańcami republik byłego ZSRR, dla nich jest to bliżej nieokreślony Wschód (…), a gdy mówię, że pochodzę z Białorusi, Polacy często pytają, z którego miasta na Ukrainie jestem’’. Bez wątpienia nasze stereotypy i uprzedzenia wynikają z medialnej papki, gdzie w serwisach informacyjnych o Białorusi mówi się niemal wyłącznie w kontekście dyktatury Łukaszenki, biedy i łamania praw tamtejszej mniejszości polskiej – ,,bo to smutna prawda’’, stwierdza Alena i kontynuuje: ,,ale to tylko fragment, nie oddający prawdziwego obrazu życia w moim kraju’’. Moja rozmówczyni wspomina przyjaciół i kwitnące życie nocne Mińska, czyste, zadbane ulice i wspaniałe parki białoruskiej metropolii, których brakuje jej na obczyźnie.

W opinii Aleny Polacy, w przeciwieństwie do Białorusinów, są bardzo świadomi swojej tożsamości narodowej oraz historii, o której potrafią rozprawiać godzinami: ,,na Białorusi podręczniki do historii pisane są od nowa niemal co roku, (…) prawda jest trudna tam do uchwycenia’’, zauważa moja rozmówczyni i stwierdza, że na chwilę obecną nie widzi możliwości zmiany sytuacji politycznej w jej kraju, chyba, że drogą nagłej rewolucji. ,,Podoba mi się, że Polacy mają takie wspaniałe wzory oporu wobec władzy, tak samo fascynuje mnie tutejsza swoboda, możliwość działania, którą odczuwam zawsze zaraz po przekroczeniu granicy państwowej”, przyznaje Alena i opowiada, że gdy pierwszy raz uczestniczyła w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy była tak niezwykle wzruszona akcją, spontanicznymi gestami Polaków, że miała łzy w oczach. Jako osoba przebywająca w Polsce stosunkowo od niedawna dostrzega jednak pewne nasze słabości, bo ,,z drugiej strony, wolność i ochronę ze strony państwa Polacy często uważają za coś oczywistego, a przecież nie jest ona nam dana, tyko wywalczona, o czym wiedzą Białorusini’’, podkreśla Alena. ,,Trochę udzielałam się politycznie na Białorusi, chodziłam na demonstracje’’, przyznaje Alena wspominając o zatrzymaniach przez milicję i dodaje: ,,ale dopiero tutaj poczułam, że posiadam prawa i wolności, dlatego tak aktywnie namawiam Polaków do brania spraw w swoje ręce i działania’’.

Na pytanie o swoją działalność w Kampanii Przeciw Homofobii, Alena stwierdza, że jest to innego rodzaju batalia o wolność i swobodę – nie z władzą, ale z nietolerancyjnym fragmentem społeczeństwa, który podstawowych praw oraz szacunku odmawia osobom o odmiennej orientacji niż heteroseksualna: ,,z punktu widzenia prawa polskiego i opinii społecznej to większą dyskryminację dostrzegam przynależąc do mniejszości seksualnej niż narodowej’’, jednoznacznie stwierdza Alena i kontynuuje: ,,widoczność jest najlepszym sposobem na walkę z homofobią; osoby homoseksualne powinny się ujawniać, nie mogą dać się zastraszyć (…), ich lęk w Polsce jest raczej wygodnictwem’’. Moja rozmówczyni czynnie angażuje się w organizowanie Marszy Równości propagujących tolerancję oraz szacunek wobec różnorodności, ale tak samo bierze udział w demonstracjach organizowanych przez stowarzyszenia broniące praw kobiet, happeningi ekologów, podpisuje petycje – Białorusinka bezustannie przypomina i uświadamia Polakom przysługujące im prawa obywatelskie, dlatego że z autopsji wie, czym jest ich ograniczenie – i dlatego wyrasta ponad przeciętność, a przecież korzysta ,,jedynie’’ z przysługujących nam swobód – to takie oczywiste dla nas?

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Razom nas bahato… – the Ukrainian minority from Wroclaw/ Razom nas bahato… – mniejszość ukraińska z Wrocławia

As is often true for brothers, the history of Polish-Ukrainian relations is marked by interspersed periods of harmony, rivalry, and, sometimes, cruel war. At the beginning of the 21st century, both relatively recently having achieved independence, Poland and Ukraine again seek reconciliation.  One symbol of renewed cooperation is the Euro Soccer Championships being co-hosted by the two countries in the summer of 2012.  Given these new possibilities for cooperation, the role of the Ukrainian minority in Poland becomes even more important—as mediator across borders.  For the best possible future, both parties must recognize the opportunity for peace.  This demands attention from the public and government.

Tens of thousands of Ukrainians live between the Neisse and the Bug live.  Though the Polish government treats them as one group, they are diverse, and were deliberately scattered throughout Poland after World War Two as a part of “Action Vistula.”  Despite this historical trauma, Ukrainian identity has survived and now thrives in churches, schools and Ukrainian cultural centers, all of which act as centers for cultural events and festivals.  Many of the forcibly displaced Ukrainians were moved to Lower Silesia after the War, and the older generation still remembers this time.  Mr. Igor Solomon, President of the Association of Ukrainians in Wroclaw, which this year celebrates its 55th anniversary, shared some memories: “I remember the times when I was called a fascist because I wanted my child to be taught Ukrainian…these issues remain salient.”  Mr. Solomon adds that the media, both local and state, do not devote much space to the problems of the Ukrainian minority. “We meet, and continue to promote our culture, even in the face of their ignorance…our efforts and works are called ‘niche events,’” he continued.

Currying the favor of Polish officials and navigating the bureaucracy is not easy, and this makes securing funds for the Association quite difficult.  Officially, the authorities at the highest levels of state and local government guarantee the rights and privileges of minorities, but in practice, this isn’t always how it plays out.  For example, the Kaleidoscope of Cultures (an ongoing event in Wroclaw that promotes diversity and ethnic minorities) still has not managed to interest local media.   This is a pity, because the local Ukrainian youth have potential, which requires actives support.  One of the favorite activities for young Ukrainians is playing the Bandura, a beautiful sounding Ukrainian folk instrument.  A group of girls preparing to perform at the Kaleidoscope of Culture admit that playing this instrument “is important because we show our attachment to our ancestors.”  “Our future is in our youth,” Mr. Solomon admits,  “and the difference in mentality between the young, and previous generations, is already reason for me to be optimistic.”

Fot. Young Ukrainians from Poland during a rehersal and at the performance during the Keleidoscope of Cultures in Wroclaw./ Dzieci i młodzież z mniejszości ukraińskiej w czasie próby i podczas występu na Kalejdoskopie Kultur we Wrocławiu.

          In recent years, many Ukrainian students have come to study at Polish universities, while others have come for work.  This is, in part, thanks to scholarships and special projects.  Many of these students and young workers decide to stay, and go on to get Polish and European citizenship.  The recent tightening of immigration rules is making this more complicated for Ukrainians, particularly in regards to obtaining residency permits.   The more recent immigrants do not always see the sense in integrating with or engaging the Ukrainian minority that has been in Poland a bit longer.

Yuri comes from Kharkiv in Eastern Ukraine, and has studied at the Technical University of Wroclaw for three years.   He was accepted into “Wroclaw Now,” a program for students from Eastern Europe, who do not have Polish roots.  “In general, Ukrainians know very little about Poland; they often have an image of Poland as the Promised Land, and then are disappointed—Poles certainly have more of an interest in Ukrainian affairs than vice-versa,” says Yuri.  He adds that during the “Orange Revolution,” the gestures of solidarity showed by the Polish people were well received by Ukrainians.  Yuri surprised me with a story about Poles’ involvement in the Orange Revolution.  In Ukraine, he had the opportunity to meet with members (called ‘dwarves’) of “Wroclaw Orange Alternative,” a group which exposes the absurdities of totalitarian government through parody.  During the Orange Revolution, the ‘dwarves’ crossed into Ukraine to support their brothers in their struggle for democracy.

Yuri loves Ukrainian ethnography and folklore—topics on which he can hold forth for hours.  He is very active in Wroclaw’s branch of “The Human Library” project, which seeks to break down stereotypes and prejudices about marginalized groups by fostering conversation.  He admits that he “likes complicated questions because they allow him to talk about the history of Ukraine and its rich traditions.” Like other students that come from Eastern Europe, Yuri has integrated more into Polish society than the Ukrainian ethnic minority in Poland.  He sees the attempts at keeping Ukrainian culture alive in Poland somewhat problematic, speaking particularly about the Ukrainian cultural festivals that I visited. “Here you see beautiful girls playing the Bandura, but, traditionally, this instrument is only played by Men,” he points out, to highlight the interesting way new immigrants see manifestations of old traditions played out in new contexts.

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers

Jak to często bywa w rodzinie, Polacy i Ukraińcy mają za sobą długą historię braterstwa, rywalizacji, czasem okrutnej wojny. Na początku dwudziestego pierwszego wieku, obydwa bliskie sobie narody, po długich latach nieufności i wzajemnych pretensji, ciesząc się z wywalczonej niezależności, znów dążą do pojednania. Niech jego symbolicznym wyrazem i kolejnym krokiem naprzód będzie wspólna organizacja mistrzostw Europy w piłce nożnej w roku 2012. Stając wobec zadań nowej rzeczywistości, mniejszość ukraińska mieszkająca w Polsce, a więc obywatele Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej, może odegrać szczególną rolę, stając się prawdziwym pomostem w dialogu ponad granicami wschodniej części naszego kontynentu – granicami, które też kiedyś zanikną. Ale żeby stało się to możliwe obie strony muszą zrozumieć bezprecedensową szansę, która przed nimi otwiera nowe możliwości współpracy i rozwoju.

Między Nysą Łużycką a Bugiem mieszka ich obecnie kilkadziesiąt tysięcy i są bardzo zróżnicowaną grupą; po ostatniej wojnie i tragicznej akcji ,,Wisła’’, gdy zostali celowo rozproszeni po całym kraju, ukraińska tożsamość przetrwała, a dziś kwitnie, w cerkwiach, w szkołach i ukraińskich domach kultury, podczas licznie przez nich organizowanych imprezach kulturalnych oraz festiwalach. Wielu z przymusowo wysiedlonych trafiło na Dolny Śląsk, a o tym, że wśród starszego pokolenia pamięć o krzywdzie jest wciąż żywa rozmawiam z panem Igorem Salomonem, prezesem Koła Związku Ukraińców we Wrocławiu, które w tym roku obchodzi swoje 55-lecie: ,,pamiętam jeszcze czasy, gdy byłem tutaj nazywany faszystą, banderowcem, bo chciałem by moje dziecko uczyło się ukraińskiego (…), do dziś istnieje jakiś krzykliwy margines, który wznieca hasła antyukraińskie’’. Jak zauważa dalej pan Salomon, media, tak lokalne jak i państwowe, nie poświęcają wystarczająco dużo miejsca problemom mniejszości ukraińskiej: ,,spotykamy się wręcz z ich ignorancją (…), nasz wysiłek i działalność nazywają niszowymi wydarzeniami’’, podkreśla mój rozmówca.

Pozyskanie przychylności polskich urzędników oraz wszechobecna biurokracja sprawiają, że otrzymanie  środków finansowych przez Koło Ukraińców na rozwój prowadzonej przez nich działalności jest bardzo utrudnione. Oficjalnie władze na najwyższych szczeblach państwowych i lokalnych gwarantują prawa oraz przywileje mniejszościom, jakkolwiek w praktyce wygląda to nieco inaczej: ,,dla przykładu Kalejdoskop Kultur [cykliczna impreza odbywająca się we Wrocławiu, promująca różnorodność mniejszości narodowych i etnicznych – przyp. aut.], w który Związek Ukraińców czynnie się angażuje, wciąż spotyka się z niewystarczającym zainteresowaniem ze strony mediów oraz państwowych instytucji’’, zauważa prezes wrocławskiego koła. A szkoda, bo pośród lokalnej ukraińskiej młodzieży tkwi ogromny potencjał, który wymaga aktywnego wsparcia. W siedzibie Koła Ukraińców odbywają się między innymi próby gry na bandurze, pięknie brzmiącym ukraińskim instrumencie ludowym – zespół młodych dziewczyn przygotowuje się tutaj do występu podczas Kalejdoskopu Kultur: ,,gra na bandurze jest dla mnie ważna, bo w ten sposób okazujemy przywiązanie do tradycji naszych przodków’’, przyznaje jedna z nich. ,,W młodzieży nasza przyszłość’’, stwierdza pan Igor Salomon i dodaje: ,,różnica w mentalności pomiędzy pokoleniem starych i młodych członków mniejszości ukraińskiej jest już bardzo wyraźna, co pozwala nam być optymistami’’.

W ciągu ostatnich kilku lat, tak we Wrocławiu, jak i w pozostałych ośrodkach uniwersyteckich na terenie całego kraju, pojawiła się, oprócz osób przyjeżdżających tutaj w celach zarobkowych, duża grupa studentów z Ukrainy – mogą uczyć się w Polsce dzięki stypendiom i specjalnym projektom, a wielu z nich osiedla się tutaj po studiach na stałe, podejmując pracę oraz przyjmując polskie i europejskie obywatelstwo. Jakkolwiek, ostatnie zaostrzenia w przepisach, ale i nieprzychylność urzędników dla cudzoziemców przybywających do Rzeczypospolitej sprawiły, że otrzymanie karty pobytu w tym państwie jest coraz bardziej komplikowane i utrudniane. Ponadto, mniejszość ukraińska w państwie nad Wisłą i Odrą jest wciąż mało zintegrowana, a o tym, że przybywający zza wschodniej granicy studenci niekoniecznie widzą sens nawiązania z nią kontaktów rozmawiam z  jednym z ich przedstawicieli.

Jurij pochodzi spod Charkowa we wschodniej Ukrainie, a od trzech lat studiuje na Politechnice Wrocławskiej. Umożliwił mu to program ,,Teraz Wrocław’’ skierowany do studentów ze Wschodu, którzy nie legitymują się polskimi korzeniami. ,,Generalnie Ukraińcy bardzo niewiele wiedzą o Polsce; często wyobrażają ją sobie jako ziemię obiecaną i często się rozczarowują (…), z pewnością Polacy więcej interesują się sprawami Ukrainy’’, stwierdza mój rozmówca i dodaje, że podczas ,,pomarańczowej rewolucji’’ gesty solidarności społeczeństwa polskiego z walczącymi o demokrację Ukraińcami były bardzo dobrze przez nich odbierane. Jurij  zaskakuje mnie informacją, iż miał wtenczas sposobność poznać członków wrocławskiej Pomarańczowej Alternatywy – ruchu happeningowego ,,krasnoludków’’, którzy w latach szarzyzny komunistycznej PRL, poprzez parodię i surrealistyczne hasła obnażali absurdy totalitarnego systemu i  skłaniali partyjny beton do myślenia, a podczas pomarańczowej rewolucji ,,wrocławskie krasnoludki” przemierzały Ukrainę specjalnym pojazdem, wspierając naszych braci ze wschodu w walce o demokrację.

Zainteresowaniem Jurija jest etnografia i ukraiński folklor ludowy, o którym potrafi mówić godzinami; Ukrainę zwiedził wzdłuż i wszerz, a obecnie mieszka w Polsce, gdzie być może zostanie. Aktywnie angażuje się we Wrocławiu w projekt Żywej Biblioteki, w której występując jako przedstawiciel swojego narodu pragnie przełamywać stereotypy i uprzedzenia, chociaż jak sam przyznaje: ,,lubię, gdy ludzie zadają mi bardziej skomplikowane pytania, poprzez które mogę przybliżać im Ukrainę, jej tradycje’’. Jurij, podobnie jak inni przybywający studenci zza wschodniej granicy bardziej integruje się z polskim społeczeństwem niż z mniejszością narodową; nie widzi w tym specjalnie celu, a na szczególną pomoc w adaptacji do nowych warunków ze strony lokalnego ukraińskiego środowiska nie może za bardzo liczyć. ,,Zespół dziewczyn bardzo pięknie gra na bandurach, ale instrumentem tym na Ukrainie pierwotnie posługiwali się wyłącznie  mężczyźni – tutaj wytworzyła się specyficzna kultura Ukraińców z Polski’’, zaznacza mój rozmówca. To naturalne, że dla pokoleń urodzonych poza krajem dziadków i pradziadków, małą ojczyzną będzie miasto, w którym się wychowywali, kształcili, ale może nowe fale imigracji przypomną im o korzeniach, a kontakt może być tylko z korzyścią dla wszystkich stron.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

In search for lost land – the Armenians in Poland/ W poszukiwaniu straconego kraju – Ormianie w Polsce

As so many young people leave Poland for work and study opportunities, it is easy to forget that it remains a target for immigrants from many countries.  Among the people who have made Poland a place to settle are the Armenians, who hail from the world’s oldest Christian nation, and have lived in Poland for more than 650 years.  To put it precisely, the Poles came to the Armenians.  During the reign of Casimir the Great, Poland’s borders stretched into modern day Ukraine, where there was a large concentration of Armenians. Today, tens of thousands of people of Armenian origin have made Poland their home.  It is difficult to determine exact numbers.  For generations, Armenians have integrated into Polish society, and recent immigrants who have come to Poland in the years after the fall of the Soviet Union, further had to the heterogeneity, even within the Armenian community. The product is a strong Armenian presence, adding to the cultural richness of this largely homogenous country.

Fot. During the exhibition ”The view of Mt. Ararat: The fate of Armenians in Poland”./ Podczas wystawy ,,Z widokiem na Ararat. Losy Ormian w Polsce”.

          A recent exhibition, “The view of Mt. Ararat: The fate of Armenians in Poland,” organized by the Foundation of Armenian Culture and Heritage and the Warsaw History Meeting House, was a great opportunity to learn about Armenian culture in Poland.  In June and July of 2011 it was on display in Wroclaw, with cooperation from the Ethnography Museum of the Society of Polish Armenians in Lower Silesia.  I had the opportunity to visit this exhibition during the “Armenian Days” festival.  Honorary patrons of the exhibition included: the governor of Lower Silesia, Marshal of Lower Silesia, and the Mayor of Wroclaw.

Fot. Lusine Dzharahian’s concert and a lesson of Armenian language during ‘Armenian Days’ in Wroclaw./ Koncert Lusine Dżarahian i nauka języka ormiańskiego podczas Dni Ormiańskich we Wrocławiu.

          “Armenian Days,” a Wroclaw based celebration of Armenian culture was also a great success.  The large turnouts and growing interest in Armenian culture are testaments to the hard work of the organizers and the closeness of the Armenian tradition to the hearts of many Poles.  This year’s iteration of the event was graced with the voice of talented Armenian singer, Lusine Dzarahian.  Her voice seemed to bring her homeland to Poland; creating a musical environment that transported her audience east, making Armenia almost palpable.  In addition to the vocals, the traditional Armenian Duduk, a wooden, nasal sounding instrument, produced similar effects.  The event offered a smorgasboard of cultural richness.  Guests sampled the lyrical music, and sampled authentic Armenian delicacies—those with more intellectual proclivities sat in on lectures.

Fot. The Armenian bistro in the heart of Wroclaw – delicacies were served by Armenian family, which came to Poland in 90’s./ Bistro ormiańskie w sercu Wrocławia – prawdziwe przysmaki serwowane przez rodzinę z Armenii przybyłą do Polski w latach 90.

          Armenian life in Poland has been given a platform in projects like “The view of Mt. Ararat,” an exhibition aimed at promoting Armenian culture in Poland. I spoke with the curator, Ms. Monika Agopsowicz, who notes that the best term .  Agopsowicz stresses that a common characteristic of most Armenians is to peaceful adapt and assimilate to Polish society: “Among Armenians is a strong sense of pride connected to tradition, and are always ready to prove their loyalty and respect for the nation that they have adopted.”  The list of Poles of Armenian origin corroborates this. Ignacy Lukasiewicz, inventor of the kerosene lamp, and contemporary art music composer Krzysztof Penderecki, are just two examples.  “We are now in the process of a rebirth, a rebuilding of a sense of distinctiveness among Armenians in Poland,” says Agopsowicz, noting that “this is especially important since the previous generation could only hope to simply survive the communist state…now these cultural events are presenting the richness of Armenian culture to Poland, which actually helps integration and assimilation.”

Fot. A conversation about the Armenians in Poland with Mrs. Monika Agopsowicz (left) and Mrs. Romana Obrocka./ O Ormianach w Polsce rozmawiam z paniami, Moniką Agopsowicz (po lewej) i Romaną Obrocką.

          I spoke with Armen Artwich, the twenty-something editor of the quarterly “Awedis,” published by the Foundation of Armenian Culture and Heritage, whose work is to help integration and assimilation of Armenians in Poland, more specifically “to built cultural and linguistic unity between Armenians and Poles in Poland.”  Armen draws attention to the problems that the younger generations face in this regard, particularly as they think about their identity, “suspended between the old and the new—a generation in exile.”  Her work helps promote a sense of identity among those in the Armenian community, and promotes awareness more broadly.

Fot. With a chief editor of the quarterly ”Awedis”, Armen Artwich./ Z redaktorem naczelnym kwartalnika ,,Awedis”, Armenem Artwichem.

          It was not always easy to admit that you were anything other than completely Polish during the communist period, explains Roman Obrocka, a lady from Wroclaw, and current member of the Foundation of Armenian Culture and Heritage, who remembers the displacements from the borderlands, which affected both Poles and minorities.   But today, though far from Mt. Ararat, Armenians in Poland have carved out a cultural space for themselves, inspiring one Polish-Armenian poet to write: “I have three homelands, and how rich I am for it; The homeland in which I know reside in my small cottage, where the willows grow on the roadside, is called Poland.”

Fot. Mt. Owidiusz in Kuty (currently Ukraine) in the pre-war photo next to Mt. Ararat (currently Turkey)./ Góra Owidiusz w Kutach (obecnie Ukraina) na przedwojennej fotografii, obok, góra Ararat (obecnie Turcja) – widok współczesny.

Text: Daniel Jezierski

Translation into English: David Liebers

W obecnych czasach, gdy tak wielu Polaków wybiera życie poza granicami swojego państwa w poszukiwaniu lepszych perspektyw, czasem łatwo zapominamy, że Rzeczpospolita, tak przed wiekami, jak i dzisiaj pozostaje nadal celem dla osadników z dalekich krajów. Zaliczają się do nich również Ormianie, najstarszy chrześcijański naród świata, który na ziemiach polskich szczyci się tradycją ponad 650-letniej obecności. Dla ścisłości, to Polska przyszła do Ormian, bo w granicach państwa za czasów Kazimierza Wielkiego znaleźli się po zajęciu przez niego Lwowa wraz z Rusią Halicką, gdzie było ich wtenczas duże skupisko. Współcześnie mieszka nad Odrą i Wisłą kilkadziesiąt tysięcy osób pochodzenia ormiańskiego – liczba ta jest trudna do określenia, bowiem sama mniejszość jest grupą niejednorodną, którą tworzą zarówno polscy Ormianie od pokoleń zrośnięci ze swoją ojczyzną, tak samo tzw. repatrianci z dawnych Kresów, jak i współcześni Armeńczycy – obywatele zakaukaskiej republiki, którzy przybyli tutaj po upadku Związku Radzieckiego. Wielowiekowość, różnorodność, wielobarwność, bogactwo – tak można powiedzieć najkrócej o ormiańskim wątku na polskiej ziemi i narodzie go tworzącym – tak nam bliskim, ale wciąż czekającym na odkrycie.

Świetną okazją do poznania tak wspaniałej oraz unikalnej kultury staje się wystawa zatytułowana ,,Z widokiem na Ararat. Losy Ormian w Polsce’’, zorganizowana przez Fundację Kultury i Dziedzictwa Ormian Polskich oraz warszawski Dom Spotkań z Historią, eksponowana w 2009 roku w stolicy, a następnie, w czerwcu i lipcu 2011 roku we wrocławskim Muzeum Etnograficznym z inicjatywy Towarzystwa Ormian Polskich na Dolnym Śląsku, którą odwiedzam w czasie trwania pierwszych w mieście nad Odrą Dniach Kultury Ormiańskiej. Patronat honorowy nad wystawą objęli: Wojewoda Dolnośląski, Marszałek Województwa Dolnośląskiego oraz Prezydent Wrocławia; współorganizowania ekspozycji podjęło się Muzeum Etnograficzne w ramach cyklu ,,Mniejszości kulturą bogate’’ oraz przygotowana została ona w porozumieniu z ,,Kalejdoskopem Kultur. Festiwalem Mniejszości Narodowych i Etnicznych’’ we Wrocławiu.

Program Dni Ormiańskich w dumnym mieście nad Odrą, choć krótki, uznać należy za duży sukces jej organizatorów, a duża frekwencja wśród gości w trakcie trwania wystawy, zarówno tutaj jak i w stolicy, pokazuje rosnące zainteresowanie kulturą wprawdzie daleką, bo orientalną, ale z drugiej strony w pewien nieuchwytny sposób bliską sercu Polaków. Spotkanie z tradycją Ormian to wydarzenie bardzo przemyślane, obfitujące w wiele wyjątkowych atrakcji jak chociażby rozpoczynający je koncert niezwykle utalentowanej artystki z Armenii, Lusine Dżarahian. Obdarzona niesamowitym głosem, gdy wydobywa z siebie dźwięki bez żadnego podkładu muzycznego stojąc na środku sali, wywołuje niecodzienne wrażenie u słuchaczy, które przenosi nas poprzez melodyjny śpiew daleko poza granice – jej ojczyzna staje nam się bliższa i namacalna. Podobne odczucia przywołuje ciepły, delikatny i nieco nosowy tembr duduka, drewnianego instrumentu pochodzącego z Armenii, którego ożywił dla publiczności aktor Sambor Dudziński w trakcie trwania Dni Ormiańskich. Jakkolwiek, okazały się one nie tylko prawdziwą ucztą dla koneserów muzyki, bowiem w czasie wydarzenia można było również spróbować prawdziwych przysmaków kuchni ormiańskiej, natomiast dla spragnionych wiedzy, przygotowana została prawdziwa uczta intelektualna w postaci wykładów poświęconych historii Ormian i spuściźnie po ich wybitnych przodkach.

O polskich Ormianach, Armeńczykach w Rzeczypospolitej i wystawie ,,Z widokiem na Ararat…’’ rozmawiam z jej kuratorem, panią Moniką Agopsowicz, która zauważa, iż najlepszym określeniem dla tej zróżnicowanej mniejszości jest mówienie o Ormianach w Polsce, po czym stwierdza: ,,praktykowanie wiary w obrządku ormiańskim pełni centralną rolę w podtrzymaniu ich tożsamości oraz odrębności’’. Pani Agopsowicz podkreśla, że cechą charakterystyczną reprezentowanej przez nią mniejszości narodowej jest przystosowanie i pokojowa asymilacja z polskim społeczeństwem: ,,wśród Ormian spotykamy silne poczucie dumy ze swojego pochodzenia, gdyż będąc spadkobiercami wielkiej tradycji, zawsze potrafili okazać lojalność i szacunek wobec narodu, który ich przyjął’’. Bez wątpienia lista osób pochodzenia ormiańskiego zasłużonych dla Rzeczypospolitej i ich wkładu w rozwój wielokulturowego niegdyś państwa jest bardzo długa, dość wspomnieć o Igancym Łukasiewicz, wynalazcy lampy naftowej czy współcześnie wybitnym kompozytorze, Krzysztofie Pendereckim. ,,Obecnie następuje odrodzenie, odbudowywanie poczucia odrębności pośród Ormian’’, zauważa pani Monika Agopsowicz i dodaje: ,,jest to szczególnie ważne, gdy pokolenie naszych rodziców mogło jedynie przetrwać w realiach komunistycznego państwa (…); wystawa i tego typu wydarzenia mają na celu zaprezentowanie bogactwa kulturowego Ormian, ale stają się również okazją do spotkania, poznania oraz zintegrowania środowiska’’.

Bez wątpienia integracja należy również do głównych zadań kwartalnika ,,Awedis’’, wydawanego od 2009 roku przez Fundację Kutury i Dziedzictwa Ormian Polskich, o którego znaczeniu rozmawiam z redaktorem naczelnym dwujęzycznego czasopisma, dwudziestokilkuletnim Armenem Artwichem, który podkreśla, iż ,,ma ono na celu budowanie jedności ponad podziałami językowymi, kulturowymi czy historycznymi występującymi pośród mniejszości ormiańskiej mieszkającej w Polsce’’. Armen zwraca uwagę na problemy pokolenia młodych ludzi, których rodzice pochodzą z różnych kultur oraz o swoistym ,,zawieszeniu między pokoleniem starej i nowej emigracji’’. Niezwykłe zaangażowanie w pracę na rzecz mniejszości ormiańskiej w Polsce mój rozmówca tłumaczy pragnieniem krzewienia poczucia ich wyjątkowej tożsamości oraz potrzebą prezentowania jej szerszym kręgom społecznym w kraju.

O tym, że nie zawsze przyznawanie się do niepolskiego pochodzenia w PRL było możliwe przekonuje mnie pani Romana Obrocka z Wrocławia, obecnie członek rady Fundacji Kultury i Dziedzictwa Ormian Polskich, wspominając również o wysiedleniach z Kresów, które dotknęły przecież nie tylko  Polaków, ale tak samo mniejszości, jak tysiące rodzin ormiańskich wygnanych ze Lwowa czy tych zamieszkujących tereny Bukowiny. Dla wielu osób z pokolenia przymusowo wysiedlonych Ormian, Stanisławów czy Kuty są na zawsze utraconą małą ojczyzną, kto wie czy nie bliższą niż mityczna Armenia, a góra Owidiusz z okolic Kut budzi więcej sentymentalnych skojarzeń niż otoczony czcią, ale odległy Ararat. To swoiste poczucie zawieszenia w przestrzeni przez mniejszość najpełniej oddaje chyba wiersz polskiej Ormianki, Anny Danilewicz, poetki pochodzącej z Baniłowa na Bukowinie, a po wojnie związanej z Dolnym Śląskiem, zatytułowany ,,Trzy Ojczyzny’’:

Trzy Ojczyzny mam, o jakaż ja bogata
W jednej jestem teraz, oraz moja chata
Gdzie rośnie wierzba przydrożna i jarzębina
A zwie się ona “Polska Kraina”.

W innej ujrzałam świat, Matkę i słońce
Miałam przyjaciół, rwałam kwiaty na łące
Rosły tam buki, sosny i dębiny
To cudny krajobraz rodzinnej Bukowiny.

O trzeciej słyszałam tylko opowiadanie
Ojców, dziadków i pradziadków bajanie
Że gdzieś hen daleko, za siedmioma rzekami
Ormiańska kraina zawisła nad górami.

Wyszli stamtąd praojce szukać równiny
Gdzieby chleb rósł, tam znaleźć rodzinę
Schować głęboko w sercu tęsknotę za krajem
Przyjąć inną mowę, inne obyczaje.

Jak teraz dzielić serce na troje, bez blizny
Żeby nie skrzywdzić żadnej Ojczyzny

niech wszystkie razem będą w jednym sercu
Jak para małżonków, na ślubnym kobiercu.

Posted in Uncategorized | Leave a comment